Na Pallotyńskie Czuwanie, które odbyło się w dniach 18-19 listopada czekałam z utęsknieniem. Kiedy okazało się, że od nas z pracy zostaje zorganizowana pielgrzymka właśnie na to czuwanie bardzo się ucieszyłam.
Całe czuwanie było zorganizowanie perfekcyjnie. Słowa uznania szczególnie należą się s. Consolacie, która jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Jej słowa i świadectwo życia są pięknym wyrazem miłości do Boga i człowieka.
Czuwanie od samego początku było bogate w przeżycia. Bardzo spodobał mi się występ młodzieży z Lidzbarka Warmińskiego, która przypomniała nam naszego kochanego Jana Pawła II. Pieśni wykonane przez tą młodzież były przepiękne. Na prawdę moja radość na widok tych młodych ludzi dających takie piękne świadectwo była ogromna.
Urzekł mnie także zespół z Ukrainy. Ich piosenki, które w każdym wersie wielbią Boga są cudowne.
Przemówiły do mnie również słowa ks. Feliksa Folejewskiego, które były bardzo mocne i trafiły w serce, na pewno nie tylko moje.
Oczywiście największym przeżyciem była dla mnie indywidualna modlitwa przed Jasnogórskim Obrazem. Znałam już go bardzo dobrze, gdyż 7 razy uczestniczyłam w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. To miejsce jest dla mnie bardzo ważne. Podziękowałam Bogu za to, że kolejny raz mogę tu być i modlić się. Mimo ogromnego tłumu ludzi udało mi się być pod samym obrazem. Tak blisko Matki, – co za radość. Patrząc na smutną twarz Maryi czas jakby stanął w miejscu. Mimo hałasu prowadzonych konferencji i modlitw całkowicie wyłączyłam się ze świata. Modląc się poczułam przypływ sił i spokój połączony z radością. Moje serce napełniało się czymś nieokreślonym, trudnym do ubrania w słowa. Czułam się taka szczęśliwa. To był szczególny czas na zadawanie pytań, trudnych pytań, pytań o najistotniejsze sprawy, o sens życia…Wierze, że nie zostanę bez odpowiedzi…
Dziękuję Bogu, że są takie czuwania, które otwierają oczy na rzeczy piękne i dobre, na to, co jest w życiu najważniejsze, pomagają ludziom zjednoczyć się z Bogiem. Takie czuwania są dla mnie są takim czasem, gdzie mogę uciec od tego pędzącego świata, zatrzymać się na chwilę, by pomyśleć:, po co ja biegnę, dla kogo, jaki to wszystko ma sens? Dziękuję, że są takie osoby jak ss. Pallotynki, które realizują takie przedsięwzięcia. Z całego serca dziękuję.
Uczestniczka
Młodzi na beatyfikacji Jana Pawła II
Bardzo niecierpliwie oczekiwałam na dzień beatyfikacji Jana Pawła II. Jeszcze w święta Zmartwychwstania Pańskiego nie potrafiłam sobie wyobrazić, że pojadę do Watykanu i „na żywo” będę świadkiem tej pięknej i jakże oczekiwanej przez wszystkich uroczystości. Nigdy nie miałam okazji uczestniczyć w spotkaniach Jana Pawła z młodymi. Kiedy zmarł, miałam niecałe 11 lat, jednak dotarło do mnie, że już Jego nie zobaczę.
Kiedy wyznaczono dzień beatyfikacji, bez zastanowienia podjęłam decyzję, oczywiście po konsultacji i za zgodą rodziców. Przygotowania do tego wielkiego dnia wzbudzały we mnie ogromne emocje. Wreszcie, gdy stanęłam tuż obok placu, na wprost Bazyliki św. Piotra nie mogłam opanować wzruszenia. Widziałam wokół mnie ludzi różnych narodowości, czułam jakby to była moja rodzina, miałam wrażenie, że wszyscy znamy się od dawna. Nie odczuwałam żadnego zmęczenia z powodu wielogodzinnego oczekiwania i braku snu. Byłam radosna i taka szczęśliwa, że właśnie jestem tu i teraz.. Stojąc w tłumie tak różnych ludzi nie liczył się kolor skóry, narodowość, wygląd i styl. Wszyscy tworzyliśmy miłą i serdeczną atmosferę, która pomagała nam przeżyć to wielkie wydarzenie jak najgłębiej, wzmacniając w nas ducha i więzi między sobą. Wtedy pierwszy raz w życiu uświadomiłam sobie, że wszyscy jesteśmy sobie równi, bez względu na to skąd pochodzimy i jacy jesteśmy, że Bóg nas kocha tak samo. Widok tysięcy uniesionych flag i powszechna euforia w chwili ogłoszenia Jana Pawła II błogosławionym sprawiły, że uroniłam wiele łez. Płakałam ze szczęścia i dziękowałam Bogu za ten piękny dzień i za naszego papieża, dzięki któremu mogliśmy być świadkami niezapomnianych chwil. Cały czas czułam, że błogosławiony Jan Paweł II patrzy na nas i jest wśród nas. W czasie homilii Benedykt XVI powiedział piękne słowa, które zapadły mi w pamięci: „ Jan Paweł II został błogosławionym, bo wierzył”. Pomyślałam wówczas sobie, że przecież świętość jest zarezerwowana dla każdego z nas, trzeba tylko wierzyć tak jak Jan Paweł II. Z pewnością zapamiętam te słowa na długo.
Alicja Świderska z Pisza
Jak to zacząć, no nie wiem? Czy człowiek w kilka dni może się diametralnie zmienić, pod względem zachowania, wiary, stosunku do innych ludzi????
Nazywam się Mateusz, pochodzę z Otwocka, wkrótce skończę 17 lat. Jestem lektorem, chodzę, co roku na pielgrzymki piesze do Częstochowy, jeżdżę na rożne formacje, pochodzę z chrześcijańskiej rodziny. Każdy myśli, że jestem idealny, lecz tak nie jest. Każdy człowiek ma dwa oblicza. Wiara jest jednym z nich, lecz drugim jest zabawa. Jestem osobą wierzącą, która wierzy, kocha i boi się Boga, lecz gdy przychodzą chwile zabawy odrzucam Boga jak najbardziej się da (w granicach rozsądku). Raz jestem bliżej Jego, raz dalej. Lecz sądzę, że się oddalam od Niego.
27.04 - 02.05, 5 dni było dla mnie czymś więcej niż 10 lat pielgrzymowania, 9 lat bycia lektorem, itp. Przez 5 dni brałem udział w modlitwie, śpiewie do Pana Boga, błogosławionego Jana Pawła II. To dało można by powiedzieć nasienie, gdzie miejscem kulminacyjnym (rozkwitnięciem tego nasienia) był 1 maj Msza beatyfikacyjna Jana Pawła II. Pojechałem do Rzymu, by pozwiedzać Włochy, ale i również dla JP II. Chciałem dać coś od siebie dla niego, może chciałem się odwdzięczyć, podziękować, nie umiem precyzyjnie określić tego. On całe swe życie poświęcił innym, by nieść pomoc, naukę, nadzieję oraz miłość. Musiałem tam być, chciałem coś ofiarować Bogu i byłemu papieżowi, lecz otrzymałem od nich coś niesamowitego. Czuję dziś się innym człowiekiem, pełnym wiary i nadziei.
Mateusz z Otwocka
Moim Przewodnikiem jest Jan Paweł II
Kiedy myślę o swoim powołaniu wracam pamięcią do domu rodzinnego, katechezy i wspólnoty młodzieżowej w parafii. Pamiętam sposób, w jaki nasz katecheta prowadził lekcję religii, rozpoczynając ją od powtórki Słowa Bożego z ostatniej niedzieli, wprowadzając nas w kontakt ze Słowem poprzez zapamiętywanie Go, modlenie się Nim, a następnie zachęcając nas do postępowania zgodnie z tym, co usłyszeliśmy. W parafii należałam do Wspólnoty Wieczernikowej. Podczas cotygodniowych spotkań pochylaliśmy się i dzieliliśmy się Słowem Bożym, które przygotowywało nas do świadomego przeżycia Eucharystii. W domu, klimat, który był, potwierdzał wartości ewangeliczne. Mama zatroskana o dom, wysłuchująca nas, mnie i mojego brata, zawsze, kiedy tego potrzebowaliśmy. Tata, który jasnością swoich poglądów był zawsze dobrym przewodnikiem po drogach życia. Szacunek, miłość, wzajemne zrozumienie, służba człowiekowi, poświęcenie, zdolność do wyrzeczenia i ofiary, to wartości, które wynieśliśmy z bratem z domu. „Kiedy spotyka się Chrystusa i przyjmuje się Jego Ewangelię, życie ulega zmianie i jest się wezwanym do dzielenia się z innymi swoim doświadczeniem''(Fragment orędzia Ojca Świętego na XX ŚDM (Światowy Dzień Młodzieży)
Co to właściwie jest powołanie? To głos, który zachęca do takiego, a nie innego wyboru i który go zaprasza do pójścia za Chrystusem. Nie jest to głos ludzki lecz wewnętrzny, słyszany raczej w sercu. I tak było w moim odkrywaniu powołania.
Pochodzę z Białorusi, z Woronowa. Tam urodziłam się i chodziłam do szkoły. W tym niewielkim miasteczku toczyło się moje życie i rozwijało powołanie. Pochodzę z rodziny katolickiej. Od dzieciństwa w każdą niedzielę i święto chodziłam do kościoła, często prowadziła mnie tam babcia.
Mając 12 lat wstąpiłam do wspólnoty wieczernikowej prowadzoną przez siostrę Pallotynkę. Zaczęłam jeździć na rekolekcje. Poznawałam Boga i św. Wincentego Pallottiego, uczyłam się też apostolstwa i życia we wspólnocie. Z każdym dniem coraz bardziej zachwycała mnie postać św. Wincentego. W swojej pracy, dziełach, jakie podejmował, był niezmordowany. A w sercu i na ustach była nieskończona chwała Boga i Jego Nieskończone miłosierdzie. Dzięki Siostrom i księżom z rodziny pallotyńskiej odkrywałam moje powołanie. Były to małe i niepewne kroki.
Pewnego dnia, w czasie rekolekcji wieczernikowych zrozumiałam, że Jezus puka do mojego serca i pyta, czy nie byłoby dobrze naśladować Go tak jak Pallotti, a nie tylko zachwycać się tym co on pozostawił i jakim był. Nie mogłam i nie próbowałam pozbyć się tej myśli. Pan Bóg sprawił, że nie było we mnie sprzeciwu. Sprzyjającym miejscem do rozmowy z Jezusem była kaplica sióstr, gdzie coraz bardziej odkrywałam, że tu Pan Jezus chce mnie mieć.
Przebywając wśród rodziny pallotyńskiej odkryłam stopniowo swoje powołanie i wreszcie postanowiłam na nie odpowiedzieć. Jestem wdzięczna Panu Bogu,że mogę być cząstką tego wielkiego dzieła, które założył św. Wincenty Pallotti.